Palenie tytoniu





   Nie wiem, skąd wzięło się palenie i doprawdy – mało mnie to obchodzi. Należy ono do tych dziedzin, które są absolutnie zbędne do życia, mało tego, są bardziej niebezpieczne niż wypadki drogowe i lotnicze razem wzięte, boć przecież od palenia ginie więcej ludzi niż w tych wypadkach. Tylko, że wypadek jest czymś spektakularnym, chwytającym za serce, trafiającym w swojej widowiskowości do wyobraźni, zaś palenie, a raczej jego skutki czyli śmierć, odbywa się w domowym zaciszu albo na szpitalnej sali.
   Palenie jest tak bardzo rozpowszechnione, że zyskało społeczną akceptację. Nikt na widok człowieka palącego nie reaguje jakby zobaczył przelatującego ptaka czy poczuł powiew wiatru. Próby dyscyplinowania ludzi i wprowadzaniu rozmaitych lokalnych zwyczajów w rodzaju premiowania niepalących pracowników, czy wprowadzania zakazów palenia w określonych miejscach nie odnoszą jakichś większych sukcesów. I sądzę, że jeszcze długo będą czymś jak żałosne beczenie owcy na hali – bez znaczenia dla ogółu. Bo powszechne niepalenie zależne jest wyłącznie od tego samego mechanizmu, który teraz jemu sprzyja, czyli społecznej akceptacji. Akceptacji i zrozumienia, czym palenie w istocie jest.
   Zostawmy jednak te dywagacje nad społecznym znaczeniem palenia tytoniu i zejdźmy na poziom nieco bardziej indywidualny. Prowadzone są często akcje w rodzaju „Rzuć palenie”. Może są one potrzebne, chociaż mnie osobiście bardzo śmieszą. Bo w gruncie rzeczy utrwalają w pamięci akceptację palenia. Są jak te kółka wymyślone przez obłudnych moralizatorów, a mające niby informować rodziców o dostępności filmów dla ich pociech; tymczasem są one instrukcją, jaki film ma młódź oglądać, a jaki olewać, bo nudny. Podobnie akcje medialne mające zachęcić do rzucenia palenia utrwalają mniemanie, że „zapalę sobie, a jak będę chciał rzucić, to mi pomogą inni”. Drugą fałszywą sugestią jest to, że do rzucenia palenia potrzebne są jakoweś leki, zabiegi, pomoc innych ludzi, sposoby i sposobiki.
   Wiem co mówię. Też byłem tak głupi, że nie ustrzegłem się od palenia. Paliłem w ostatnim okresie bardzo dużo, bo do 120 papierosów na dobę. Przekonałem się, że niezależnie od ilości palonych papierosów, niezależnie od tego co o tym sądzą inni, po pierwsze rzucić palenia można w dowolnej chwili, po wtóre guzik prawda, że potrzebne jest cokolwiek do rzucenia, włączając w to pomoc innych. Po trzecie nieprawdą jest, że rzucenie palenia wywołuje jakiekolwiek prócz wyłącznie pozytywnych skutki. I wreszcie zrozumiałem, że świadomie twórcy wszelkich akcji nie wspominają o łatwości rzucenia palenia, bo i po co udowadniać ludziom jak łatwo palenie rzucić, skoro to spowodować może tym większą zachętę do palenia?
   Rzuciłem palenie odkładając papierosy i zapalniczkę na bok i natychmiast zapominając o paleniu. Nie powodowała mną jakaś hipotetyczna „silna wola” czy podobna nieistniejąca bzdura, a tylko i wyłącznie chęć niepalenia. Jestem i zawsze byłem człowiekiem wolnym. A więc mam i miałem wybór. Wybrałem niepalenie, bo taka była moja wola, bo chciałem się lepiej czuć, swobodniej oddychać, odczuwać radość. Jeżeli coś mi doskwierało w następnych dniach to tylko to, że miałem zbyt wiele czasu do zagospodarowania i musiałem się przyzwyczaić do mnóstwa nowych zapachów i smaków. Nie wierzcie tym, którzy opowiadają o jakichkolwiek zagrożeniach w razie rzucenia palenia, opowiadają niestworzone historie, podobne do tych o UFO. Człowiek nie może tracić nic na staniu się zdrowszym i szczęśliwszym. Jedyne, co jest szkodliwe dla każdego bez wyjątku, to jest brak wyobraźni i głupota. Palenie jest wystarczająco głupie, po co więc prezentować aż do nieuchronnej, przykrej śmierci własną głupotę?