Oglądanie telewizji





       Podobno człowiek 80% informacji otrzymuje za pośrednictwem wzroku. Ja w to wierzę, ponieważ należę do tzw. wzrokowców. Gdzieś w połowie poprzedniego wieku, gdy powstawała masowa telewizja, już wtedy skazana była na powodzenie. Musiała.
       Oglądam chętnie telewizję, zresztą z różnych przyczyn. Inni oglądają ją z tych samych co ja i może jeszcze z wielu innych. Przede wszystkim jest to rozrywka, którą ma się w domu, jest to również bieżąca informacja o sytuacji na świecie, pogodzie, gospodarce, nauce i tysiącu innych spraw: ma też sporo zasług edukacyjnych. Emitowanie programów telewizyjnych regulowane jest odpowiednimi przepisami. Telewizja publiczna, w naszych realiach, pobiera na swoją działalność abonament, telewizje komercyjne czerpią zyski z reklam jakie emitują na antenie. Są jeszcze telewizje kodowane, które pobierają indywidualny abonament.
       Zarówno telewizje prywatne jak i komercyjne przestały się w jakikolwiek sposób liczyć z widzem. Najpierw telewizja publiczna. Wydawało by się, że skoro widz płaci abonament, ma prawo spodziewać się, iż otrzyma za to program urozmaicony i nie przerywany reklamami. Nic bardziej złudnego. Telewizja publiczna, pierwszy i drugi jej program wiele z emitowanych programów nader często przerywa dla pokazania, nie boję się użyć określenia: gówna reklamowego. Przepraszam czytających z tak drastyczne określenie, ale ono najdosadniej oddaje wrażenie, jakie ma się oglądając niektóre z programów. Podam jeden tylko przykład. Przed kilku laty był taki świetny, poranny program na dzień dobry, pod nazwą „Kawa, czy herbata”. Wtedy jeszcze rozpoczynał się od reklamy przed czołówką i kończył reklamą po końcowych napisach. Teraz realizatorzy doszli chyba do wniosku, że oglądający program są tak niskich lotów intelektualnych, tak pozbawieni smaku i gustu, tak im wszystko jedno co oglądają, że wystarczy im pokazać byle co. Program jest więc przerywany reklamą wielokrotnie, praktycznie co chwilę, chyba wedle zasady, że baranowi wszystko jedno co ogląda, to niech ma byle co. Inne programy są również przerywane reklamami. Pod pozorem pokazania loga sponsora np. wiele programów sportowych i rozrywkowych nadaje reklamówki. Na razie pojedyncze, ale myślę, że ma to przyzwyczaić widza do obecności reklam w ogóle, później zaś będą nimi karmieni bezustannie. Telewizja publiczna swoją arogancję wobec widza wyraża na wiele innych jeszcze sposobów. Trwa film. Ktoś go sobie na przykład nagrywa. A tu nie widzu! Miałbyś z telewizją za łatwo, gdyby ci nie spieprzyła oglądania. No więc puszcza napis z jakimś byle jakim komunikatem przewijającym się u dołu ekranu. Przeważnie są to powiadomienia o zmianach czasu nadawania innych programów, albo o napisach w telegazecie, ale nie tylko. Myślę, że jak nie będzie tych okazji, to realizatorzy wymyślą sobie inne; może o urodzinach realizatora?... To oczywiście nie koniec „atrakcji” proponowanych przez telewizję, nomen omen – publiczną. W niektórych dniach program kończy się bardzo późno w nocy, niemal nad ranem. Wzruszające jest, jak widzi się specjalny znaczek w rogu ekranu wskazujący, dla jakiej kategorii widzów ów program jest przewidziany. Z pewnością o trzeciej w nocy ogląda powszechnie powiedzmy horror większość przedszkolaków, należy więc koniecznie powiadomić o tym rodziców zakłócając wszystkim oglądającym odbiór. Albo skrajna arogancja odpowiedzialnych za emisję, albo zupełny brak wyobraźni i idące z nim lekceważenie widza. A może jedno i drugie... Na dowód tego zwrócę tylko uwagę na jeden znamienny fakt. Ponieważ przepisy ograniczają czas trwania reklam chyba do trzech minut, realizatorzy obchodzą tę normę w ten sposób, iż po trzyminutowym bloku reklamowym prezenter mówi kilka słów, cokolwiek, a następnie realizator daje następny blok reklamowy. Czemu by nie dać wiele bloków reklamowych? Najważniejsze jest przecież, żeby reklamodawca był zadowolony. A widz... przecież to baran bezwolny – musi oglądać, co mu się daje, albo niech nie ogląda. Byle płacił abonament
       Telewizje komercyjne są pod względem lekceważenia widza mistrzami. Tu już nie ma żadnych reguł prócz jednej: pokazać jak najwięcej reklam i jak najwięcej utrudnić widzowi oglądanie. Mistrzem w tym jest Polsat, którego kolekcja osiągnięć w lekceważeniu widza jest nieprzebrana, za nim Czwórka, a dalej już pozostałe telewizje komercyjne, za wyjątkiem oczywiście kodowanych, które z utrudnień oglądania stosują tylko kretyńskie znaczki w nocnych porach. Polsat prócz mnogości reklam, przerywa dla pokazania losowania totka, oraz dla przekazania co chwilkę własnych zapowiedzi programowych. Czwórka wymyśliła sobie, że widz będzie uszczęśliwiony, gdy mu się przerwie oglądanie jakiegoś programu dla podania, że jeszcze nie został złapany jakiś Talib, albo że na drogach ślisko. Za najbardziej arogancką telewizję uważam Polsat. Oglądałem przed laty program publicystyczny, zresztą nagrałem go sobie przez przypadek, w którym mowa była właśnie o telewizji i przerywaniu reklamami programów. Na zarzut przedstawiciela telewizji publicznej przedstawiciel Polsatu odpowiedział ze wzruszającą szczerością: przecież widz nie musi oglądać reklam, tylko sobie przełączyć na inny program albo odejść od telewizora. Zadziwiająca pewność siebie albo przekonanie, że mało ambitnych widzów, którym jest wszystko jedno co oglądają, jest wystarczająco wiele.
       Reasumując powyższe mam wrażenie, że oglądanie telewizji będzie tak zaśmiecone i tak utrudnione, że prawdziwie myślący ludzie, mający chociaż krztę rozumu i choć ślad ambicji, nie zechcą telewizji oglądać w ogóle. I może o to chodzi.